Urodziłam się w rodzinie katolickiej, gdzie należało co niedzielę chodzić do kościoła oraz rano i wieczorem modlić się, a raczej odmawiać pacierz. Robiłam to nie dlatego, że tego chciałam, że było to moja potrzebą, ale dlatego, że rodzice tego ode mnie oczekiwali. Bóg był dla mnie wtedy kimś, kogo wyobrażałam sobie jako ojca surowego, karzącego i bardzo wymagającego. Ten obraz Boga sprawił, że się Go bardzo bałam i nie wyobrażałam sobie, że może być kochającym ojcem. Tak było do czasu ukończenia szkoły podstawowej.
Później dostałam się do Liceum Medycznego w Stargardzie Szcz.; nie czułam się tam na początku dobrze i pewnie- nowe, nieznane, duże miasto, mieszkanie w internacie, nowe koleżanki, koledzy (byłam wtedy bardzo nieśmiała) i nowa szkoła z bardzo dużymi wymaganiami. Ja miałam ambicje tak jak w szkole podstawowej być najlepszą, więc zaczęła się ciężka praca. W II klasie zaprzyjaźniłam się z Alą, która zaprosiła mnie żebym śpiewała w zespole w kościele. Z radością przyjęłam jej zaproszenie i w zespole spotkałam młodych ludzi, dla których Bóg był kimś ważnym, kogo oni się nie bali, ale uwielbiali swoją muzyką i śpiewem. Razem z nimi zaczęłam chodzić na piesze pielgrzymki, wyjeżdżać na wycieczki, dni skupienia, różne spotkania. Zaczęłam też się modlić do Boga, rozmawiać z Nim na modlitwie i to sprawiło, że przestałam się Go tak bardzo bać. W IV klasie przyszedł czas matury, na której bardzo mi zależało, bo chciałam jeszcze studiować- wiele czasu spędziłam na nauce, ale też sporo czasu na modlitwie. Gdy przyszedł czas wyboru studiów, wybrałam Pedagogikę w Szczecinie. Niestety, nie dostałam się; nie było to łatwe dla mnie, ale w tym smutku pojawiły się też myśli, że może Bóg nie chce żebym studiowała w tym mieście. Wróciłam więc do rodziców i podjęłam pracę jako pielęgniarka, po roku zdawałam znowu na studia, ale tym razem do Poznania na Akademię Medyczną na Pielęgniarstwo i dostałam się bez problemu. Oprócz nauki, której było bardzo dużo chciałam też znaleźć miejsce w jakiejś wspólnocie- szukałam w wielu miejscach: Odnowa w Duchu Św., duszpasterstwo u Dominikanów i w końcu zaangażowałam się w Duszpasterstwie Akademickim u Pallotynów, jednak przez te kilka lat bycia tam ciągle czułam, że to nie jest to właściwe dla mnie miejsce. Na początku IV roku studiów poznałam Mirkę i ona zaprosiła mnie na spotkanie Ruchu Nowego Życia i podzieliła się ze mną Ewangelią przy użyciu książeczki „Czy słyszałeś o czterech prawach duchowego życia?” Wtedy jednak nie byłam jeszcze gotowa na zaproszenie Jezusa do mojego życia. Po kilku miesiącach na Akademii Ekonomicznej był koncert zespołu chrześcijańskiego (nazwy nie pamiętam), reklamowany na spotkaniu Ruchu. Poszłam na niego i właśnie tam podjęłam decyzję oddania Jezusowi swojego życia. Nie towarzyszyły temu wydarzeniu jakieś szczególne „efekty”, po prostu rozpoczęła się moja wspaniała przygoda z Jesusem, który stał się moim Panem i Zbawicielem. Czytając codziennie Pismo Św. poznałam prawdziwego Boga, jako Ojca, który kocha mnie tak jak nikt inny i który chce dla mnie tego co najlepsze. Codziennemu czytaniu Biblii zaczęła towarzyszyć codzienna modlitwa (jako rozmowa z Panem, Ojcem), zaczęłam też się spotykać w małej grupie studium biblijnego, gdzie mogłam bliżej poznawać Boga, mogłam znaleźć odpowiedzi na moje pytania, wątpliwości. Bóg dał mi też odwagę do tego, żeby na obozach świadectwa dzielić się Ewangelią i swoją wiarą. Powoli Bóg zaczął zmieniać moje spojrzenie na życie, nauczyłam się, że wszystko mogę powierzyć Panu i że nie muszę wszystkiego robić perfekcyjnie sama, mogę robić to z Panem, który jest Mistrzem we wszystkim. Teraz wiem, że jestem umiłowanym dzieckiem Boga, o które troszczy się i zawsze będzie się troszczył, bo powiedział w Swoim Słowie, że mnie nie opuści i nie pozostawi- chwała Panu!

Ania