Urodziłem się i wychowałem się w Poznaniu w typowej katolickiej rodzinie. W wieku 8 lat zostałem ministrantem . W wieku 16 lat po przyjęciu sakramentu bierzmowania po raz pierwszy pojechałem na wyjazd ze wspólnotą Światło – Życie.  W sumie byłem na 3 wakacyjnych wyjazdach oazowych zgłębiając po raz pierwszy co jest napisane w Piśmie Świętym.
W liceum zacząłem interesować się piłką nożną. Było już za późno, aby zostać piłkarzem, ale odnalazłem się w grupach kibiców. Fascynowało mnie kibicowanie mojej drużynie zwłaszcza na meczach wyjazdowych, gdzie reszta publiczności była przeciw niej. Adrenalina i poczucie grupy robiły swoje. Nigdy wprawdzie nie brałem udziału w żadnych bójkach, ale lubiłem denerwować ( wyzywać ) kibiców wrogo nastawionych.
Studia nie były dla mnie czymś innym niż liceum czy podstawówka. Mieszkałem w tym samym domu – tylko ludzie i miejsce zajęć się zmieniło. Nadal byłem ministrantem i  jeździłem na mecze piłkarskie Pod koniec roku kalendarzowego udawałem się na wyjazdy noworoczne – tym razem ze wspólnotą Taize. Po którymś z europejskich spotkań młodzieży  zauważyłem sprzeczność pomiędzy dotychczasowym kibicowaniem oraz uczestnictwem we mszy świętej. Postanowiłem to zmienić. Zacząłem szukać jakiegoś impulsu. Kolega namówił mnie, abym przyszedł z nim na spotkanie Ruchu Nowego Życia. Z początku podchodziłem do tego pomysłu sceptycznie, ale gdy się tam pojawiłem  zauważyłem, że ludzie związani z tą formacją podchodzą do sprawy poważnie. Zacząłem uczestniczyć w spotkaniach i poznawać Słowo Boże. Później kontynuowałem poznawanie Słowa Pana we wspólnocie Genezaret. Wtedy też odczułem jak  Bóg mi błogosławi i daje nowe życiowe wezwania.
Od 15 lat jestem szczęśliwym mężem. Bóg obdarzył nas dwójką dzieci.
Dwa lata temu ówczesny proboszcz naszej parafii zaproponował mi funkcję szafarza. Zdziwiłem się pytając dlaczego akurat ja, ale on powiedział mi, że ta decyzja była przemyślana i przez niego przemodlona. Na ten argument pozostało mi się tylko zgodzić i w ten sposób służyć Panu i Kościołowi.
Na koniec mojego świadectwa chciałbym wam opowiedzieć o roli wspólnoty w moim życiu. Doświadczyłem tego najbardziej podczas dwóch moich doświadczeń życiowych. Cztery lata temu musiałem zmienić miejsce pracy lub zamieszkania. Zdecydowałem się przekwalifikować. Przez prawie pół roku byłem na bezrobociu, ale wiedziałem, że ludzie modlą się w mojej intencji i w końcu znalazłem nowe miejsce pracy.
Drugie doświadczenie miało miejsce półtora roku temu. Wracając z pracy straciłem przytomność i ocknąłem się po pół godzinie na oddziale ratunkowym jednego z poznańskich szpitali. Wtedy odczułem, że ludzie modlą się i interesują się moim losem dzwoniąc i odwiedzając mnie w szpitalu. Osoby, z którymi leżałem w pokoju szpitalnym dziwili się skąd mam tylu znajomych i to było podstawą, aby porozmawiać z nimi również o sprawach duchowych. Pomimo wnikliwych badań oraz dwukrotnej mojej wizycie w szpitalu nie ustalono co mi dolega wykluczając pierwotne trudne dla mnie do przyjęcia diagnozy.
Dzisiaj wiem, że pomimo wielu błędów i grzechów, których nie uniknąłem i nie jestem w stanie uniknąć wiem, że pragnę się trzymać decyzji, którą podjąłem wielokrotnie – że Pan Bóg będzie dla mnie na pierwszym miejscu.
Marek