Moje świadectwo – Jacek
Pochodzę z domu, w którym w sprawach wiary nie było jedności. Mój tata nie wierzył w Boga i nie chodził do kościoła. Mama natomiast pilnowała, żebyśmy razem z bratem uczęszczali na msze, na religię itd. Czasami czułem się rozdwojony i zagubiony. Na co dzień nie odczuwałem obecności Boga, chociaż często modliłem się do Niego, szczególnie przed różnymi sprawdzianami, czy egzaminami.  W liceum miałem krótki okres buntu. Nosiłem dłuższe włosy i grałem w zespole rockowym na gitarze basowej. Potem dołączyłem do innego zespołu grając na gitarze rytmicznej i solowej.  Zagraliśmy kilka koncertów w liceach. Atmosfera i otoczenie zespołu było ekscytujące i raczej nie skłaniało do religijnych zachowań. W tym czasie jeden z moich kolegów powiedział mi, że tworzy zespół przy kościele i poszukuje gitarzysty. Zgodziłem się.
To był chyba początek mojego zbliżania się do Boga, choć jeszcze wtedy granie w kościele traktowałem raczej jako rozrywkę, niż duchowe przeżycie.
Kolejnym etapem na drodze do wiary było przyłączenie się do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, która działała przy tej parafii. Zacząłem uczestniczyć w jej spotkaniach.
Potem zdałem maturę i poszedłem na studia. W mojej grupie studenckiej miałem dwóch kolegów, z którymi zacząłem rozmawiać o Bogu. Jeden z nich zapraszał nas na różne spotkania chrześcijańskie. W trakcie jednego z nich usłyszałem słowa, które mnie poruszyły. Osoba prowadząca spotkanie mówiła o tym, że Bóg jest światłością, a nasze grzechy są dla Niego ciemnymi punktami, które nas oddzielają od Stwórcy. Podał przykład zjawiska fizycznego, w którym silne światło padając na czarny punkt, rozgrzewa go do takiej temperatury, że ulega zapaleniu i zniszczeniu. W liceum byłem w klasie o profilu matematyczno-fizycznym, więc potrafiłem sobie wyobrazić to zjawisko. Wtedy poczułem, że jestem grzeszny, choć nikogo nie zabiłem i nic nie ukradłem.
W obliczu Bożej Świętości zdałem sobie sprawę, jak wiele rzeczy w moim życiu było niewłaściwych i zapragnąłem zrzucić z siebie ten ciężar i wyznać swoje grzechy Bogu.
Dowiedziałem się czegoś, o czym już wcześniej słyszałem, ale czego nie rozumiałem , że Jezus umarł za nasze grzechy, także za moje i że chce mi dać życie wieczne.
Mogę uczynić to poprzez modlitwę z wiarą tak, jak o tym mówi Słowo Boże: „tym zaś, którzy Go przyjęli dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego„
Zmówiłem tę modlitwę i zapamiętałem datę, kiedy to uczyniłem.
Moje życie nie uległo natychmiastowej przemianie, ale zacząłem regularnie czytać Pismo Święte i poznawać Boże prawdy. Wcześniej nie przypuszczałem, że jest tam tyle informacji i zaleceń dotyczących wszystkich sfer naszego życia.
Stopniowo wprowadzałem te zasady do mojego życia i zacząłem doświadczać Bożej obecności i Jego prowadzenia. Znalazłem ciekawą pracę, wspaniałą żonę, która pomaga mi trwać przy Bogu, potem wspólnotę chrześcijańską itd. Ciągle jestem na tej drodze i jeszcze mam sporo do zrobienia, aby podobać się Bogu, ale wiem, że Jezus jest ze mną i mnie wspiera w moich zmaganiach.
Jacek