Wychowałam się w tradycyjnej rodzinie. Byłam osobą religijną, praktykującą z miłości do Chrystusa. Chciałam być dobra, podobać się Bogu, zasłużyć na Niebo. Bóg był dla mnie Stwórcą i Sędzią ale… Kimś obcym i dalekim. Ludzie postrzegali mnie jako ambitną, pracowitą, pewną siebie osobę o niewyczerpanej energii. Chciałam być najlepsza we wszystkim co robiłam; ufałam własnym siłom, wiedzy i działaniom. Prawie 40 lat udowadniałam sobie samej i otoczeniu, że jestem silna i niezastąpiona. Swoją wartość mierzyłam przez pryzmat osiągnięć na polu pracy, nie potrafiłam zwolnić, odpoczywać, chorować… Nie rozumiałam do czego jestem stworzona i czego pragnie dla mnie Bóg, sądziłam że robię wszystko co powinnam. Dziś wiem, że nie kochałam siebie samej, a miłość do Boga była niewłaściwie rozumiana i realizowana. Praca dla innych zdominowała moje życie i choć starałam się bardzo czułam się niewystarczająco dobra. Byłam zabiegana, wyczerpana i… rozczarowana sobą, małżeństwem. Powoli traciłam radość życia, siły fizyczne, zdrowie. Najbliżsi stali się ciężarem, a codzienne zadania przykrym obowiązkiem. Czułam się przeraźliwie samotna, niekochana, nieszczęśliwa. Coraz częściej chciałam uciec od życia, zniknąć… Stawałam się smutna, oddalałam do Bliskich.
Pocieszenia szukałam w modlitwie, częściej byłam w kościele, wołałam do Boga o ratunek. Chciałam by nadał sens memu życiu, uratował moją rodzinę; pragnęłam głębokiej przemiany i uwolnienia z narzuconych sobie samej zadań. W czasie pobytu w Izraelu (listopad 2007) powierzałam Jezusowi wszystkie troski, problemy, prośby o uzdrowienie życia, otwarcie się Bliskich na Boga. Odpowiedź przyszła szybko i w niespodziewanej formie.
W styczniu 2008 choroba głośni uniemożliwiła mi pracę zawodową przez 16 miesięcy; musiałam zmienić plany, zrezygnować z awansu, odrzucić atrakcyjne propozycje zatrudnienia. Pełna lęku, w poczuciu klęski i bezradności doświadczyłam uzdrowienia: przestałam myśleć o pracy, tęsknić za nią, czuć się niezbędna i niezastąpiona. Zniknął przymus bycia „naj”, myślenie kategoriami sukcesu, awansu, samorozwoju. Odkryłam zwyczajne przyjemności czerpane z codziennej aktywności w domu. Znalazłam czas dla siebie, znów cieszyłam się obecnością Rodziny.
W marcu 2008 r. mąż „porwał” mnie na spotkanie klubu motocyklowego Boanerges. Słuchając o łasce zrozumiałam wartość ofiary krzyżowej Jezusa .Poznałam ludzi żyjących na co dzień Biblią, zaprzyjaźnionych z Chrystusem, szczęśliwych. Ujęła mnie otwartość i bliskość w ich relacjach oraz zaufanie bożym obietnicom. Kolejne spotkania, wyjazdy i wspólne modlitwy przekonały mnie, że poznawanie Biblii wnosi pokój, porządek i miłość w codzienne sprawy. Zapragnęłam żyć podobnie, dzielić się swoim czasem i predyspozycjami, głosić Jezusa jako Zbawiciela. Bóg poruszył moje serce i nie mogłam zaznać spokoju, pojawiło się pragnienie głębszego poznania Boga i życia z Nim w przyjaźni opartej na miłości a nie strachu lub obowiązku. Zaczęłam aktywnie czytać Biblię, poszukiwać wspólnoty modlitewnej. Razem z mężem włączyłam się w służbę ewangelizacyjną i uwielbianie Boga. Od tej chwili minęły trzy lata a ja ciągle doświadczam jak zmieniam się ja, moja rodzina i relacje z ludźmi. Zachwycam się Bogiem jakiego poznaję i odkrywam. Z perspektywy czasu zauważam, że wszystkie ważne wydarzenia, decyzje, przemiany tworzą logiczny ciąg i są dla mnie dobre! Bóg uwolnił mnie ze zniewolenia pracą i pogonią za sukcesem. W zamian obdarzył doświadczeniem wolności, pokoju i radości z pogłębienia relacji z Nim i innymi ludźmi. Dziś znam już prawdziwy cel i sens mojego życia. Czuję się kochana bezgraniczną miłością, cieszę się własną kobiecością, zapomniałam o samotności. Bóg uczy mnie kochać siebie samą w swoich słabościach i ograniczeniach. Przynosi mi fizyczne uzdrowienie, znosi ból, leczy moje ciało. Ze spokojem i ufnością przyjmuję zdarzenia jakie niesie życie, mam siły by pokonywać przeszkody, wzrastam we wspólnocie świadomie wierzących. Zmieniły się moje priorytety i wartości; nie rywalizuję z nikim, coraz szybciej przestaję czuć gniew i żal do ludzi, którzy są dla mnie nieżyczliwi, błogosławię im i modlę się za nich. Mam możliwość wspomagania innych.
Teraz w centrum mojego życia jest Jezus, zyskałam w Nim wiernego Przyjaciela. Miejsce Sędziego zajął Kochający Ojciec; prowadzenia i pomocy szukam u Ducha Świętego. W oczach ludzi nadal jestem silna, pełna energii, zaangażowana w różne aktywności, ale teraz swój czas i umiejętności rozdzielam pomiędzy ludzi wokół i robię to z prawdziwą pasją. Dziś śpiewam uwielbiając Boga i jestem szczęśliwa w Chrystusie
Ewa / lat 43/