1. DOM
Pochodzę z małej wielkopolskiej wsi. Mieszkałem tam aż do ukończenia szkoły średniej. Zawsze byłem duchowo wrażliwy. Boga zacząłem szukać w szkole podstawowej. Ale nie potrafiłem Go rozpoznać. Jacyś młodzi ludzie grali i śpiewali podczas mszy świętej pieśni o Jezusie, modlili się o moc Ducha. Nie wiedziałem, dlaczego tam są, nie znałem roli Jezusa i Ducha Świętego. Nie było nikogo, kto by mi o tym powiedział. A sam byłem zbyt wycofany, aby się zapytać. Wyobrażenie Boga budowałem sobie na podstawie przeczytanych książek fantastyczno-naukowych.
2. UPADKI I UNIESIENIA
Czułem się bardzo samotny. Z powodu nieśmiałości nie miałem przyjaciół, często nie wiedziałem, co mam ze sobą począć. W czasie wakacji, aby zabić nudę, czytałem stosy książek. Kompleksy wprawiały mnie w przygnębienie i pesymizm. Z rodzicami także nie potrafiłem rozmawiać. Wydawało mi się, że wszyscy wokół lekceważą mnie.
Były też jaśniejsze strony. Pamiętam te chwile pełne uniesienia, kiedy wracałem po rekolekcjach wieczorem do domu. Gwiazdy rozjaśniały gdzieniegdzie niebo. I myślałem, że nareszcie jestem wyzwolony ze swoich słabości, że mam w sobie tę siłę, która sprawi, że nie będę już grzeszył, że moje życie ulegnie całkowitej przemianie. Byłem bliski euforii, czułem się naprawdę silny. Z tym przekonaniem kładłem się spać. I …nastawał dzień kolejny, taki sam jak poprzedni, z tymi samymi słabościami, z tymi samymi potknięciami. Myślałem, dlaczego, dlaczego nie ma we mnie Panie Boże Twej mocy? Nie znałem odpowiedzi i poddawałem się.
3. STUDIA
W takim stanie trafiłem na studia do Poznania. Zamieszkałem w akademiku, wiodąc zajmujące życie studenta: sesja – impreza, impreza – sesja.
Pewnego dnia przyszli do mnie pewni studenci, aby porozmawiać o Jezusie. Podczas kilku spotkań potrafili wyjaśnić, dlaczego moje życie było do tej pory tak bezowocne, a każda zmiana krótkotrwała, dlaczego nie miałem w sobie Bożej mocy. Nie miałem w sobie Bożej mocy gdyż Bóg nie był obecny we mnie, gdyż nie oddałem swojego życia Jezusowi Chrystusowi, nigdy nie zaprosiłem Go, aby kierował moimi poczynaniami, nie oddałem Mu władzy nad moim życiem. Duch Święty nie mógł więc działać, broniąc mnie przed własnymi pokusami. Emocjonalnie od lat czułem, że brakuje mi czegoś istotnego w życiu. Te rzeczy były do tej pory przede mną zamknięte, jakby zakryte jakąś niewidzialną zasłoną.
4. DECYZJA
Zacząłem poznawać Jezusa Chrystusa poprzez studiowanie Pisma Świętego, spotkania w małych grupach biblijnych, regularną modlitwę. Czy zmieniłem się od razu? Czy porzuciłem w krótkim czasie swoje stare nawyki? Nie. Moja wola wciąż była w niewoli, nie byłem gotów na wezwanie. Przez pewien czas było nawet jeszcze gorzej. Robiłem rzeczy, których wcześniej bym nie zrobił: zacząłem regularnie palić, miałem przygody miłosne, wreszcie zamieszkałem z dziewczyną. Gorzej już być nie mogło. Wydawało się, że szatan triumfuje.
Ale Bóg był wierny i konsekwentny. Nie opuścił mnie. Jego wysłannicy byli zawsze blisko, gdy ich potrzebowałem. I mówię tutaj o zwyczajnych ludziach, innych chrześcijanach. Bardzo mi pomagali, a co najważniejsze, nie opuścili. Bóg doprowadził mnie do momentu krytycznego, kiedy już dłużej nie mogłem wytrzymać. Musiałem wybrać czy pójdę za głosem Boga, czy przeciwko Niemu. Podjąłem wtedy decyzję mojego życia: „tak, tylko ty Panie Jezu możesz mnie wybawić”.
Zerwałem ze starym stylem życia praktycznie z dnia na dzień. Zbliżyłem się do innych chrześcijan, zacząłem więcej modlić się, uczestniczyć w życiu wspólnoty, poznałem moją obecną żonę, która była często dla mnie głosem opamiętania. Zacząłem inaczej myśleć o moich rodzicach, jako godnych pełnego szacunku i miłości.
Największa zmiana, jaka się dokonała to uleczenie braku poczucia własnej wartości. Ten deficyt nie pozwalał mi budować zdrowych i trwałych relacji, rozwijać miłości.
5. OWCA
Jestem człowiekiem, jakich wielu: pracuję zawodowo, mam żonę i dwoje dzieci, normalnych przyjaciół i znajomych. Borykam się z codziennymi problemami. Ale wiem, że w oczach Boga jestem kimś wyjątkowym – kimś, na kim szczególnie Mu zależy. Pragnie, aby nasza relacja była jak najbliższa, oddał za to życie swego Syna. I to daje mi prawdziwie głęboką radość.
Jezus powiedział, że On zna swoje owce i Jego owce Go znają. Musimy zatem zadać sobie kilka ważnych pytań: czy należymy do owczarni Jezusa? Czy naśladujemy swojego pasterza Jezusa Chrystusa? Czy staramy się Go poznawać przez Pismo Święte i modlitwę? Czy przebywamy na co dzień z innymi owcami z owczarni Jezusa? Jeśli tak, to będziemy szczęśliwi i na pewno będziemy zbawieni.
6. MISJA
Z dzisiejszej perspektywy wiem, że nie chodzi tylko o mnie. Ale chodzi o życie moich dzieci, znajomych, tych wszystkich, którym mogę przekazać swoje świadectwo. Dlatego jestem we wspólnocie, aby wspólnie kroczyć w drodze do Boga.
Jarek, Genezaret