Mam na imię Krzysztof. Moje dzieciństwo wspominam bardzo ciepło. Rodzice troszczyli się o mnie i moje rodzeństwo. Zapewnili nam religijne wychowanie i wpajali zasady uczciwego życia. Z tego okresu wyniosłem pewną wrażliwość duchową, zadając sobie pytania dotyczące życia po śmierci i tego jak postępować, aby czynić jak najwięcej dobra wokół siebie.
Od dwunastego roku życia rozpoczęła się moja sportowa przygoda z tenisem ziemnym. Prawie cały wolny czas spędzałem na treningach i turniejach tenisowych. Nigdy jednak nie opuściły mnie myśli związane z poszukiwaniem odpowiedzi na najważniejsze pytania.
W okresie studiów zainteresowałem się problemem głodu i nędzy na świecie. Trudno mi było pogodzić się z faktem, że w sytuacji kiedy wielu ludzi ma nadmiar dóbr, inni umierają z głodu. Związałem się z Ruchem, który pomagał ludziom żyjącym w skrajnej nędzy w Indiach. Kiedy mówię o tym wszystkim, można pomyśleć, że ten Krzysztof to całkiem pozytywny człowiek. Były jednak w moim życiu sprawy, które nie czyniły mnie szczęśliwym.
W sprawach wiary targały mną poważne wątpliwości i nie przeżywałem w związku z tym pokoju. Miałem obraz Boga jako osoby, która rozlicza mnie ciągle z moich potknięć.
Byłem nieuporządkowany w sferze seksualnej i nie potrafiłem sobie z tą sferą poradzić.
Nie rozumiałem, co to znaczy być chrześcijaninem i do Pisma św. podchodziłem wyrywkowo, interesując się głównie tymi fragmentami, które dotyczyły pomocy biednym. W związku z tym w wielu dziedzinach życia myślałem i postępowałem całkowicie nie po chrześcijańsku.
Przełom nastąpił w moim życiu wiary w sierpniu 1983 roku, kiedy wyjechałem na wakacyjny obóz biblijny. Tam po serii wykładów zrozumiałem, co jest istotą chrześcijaństwa.
Najważniejsza kwestia dotyczy uzyskania życia wiecznego i pełnego miłości kontaktu z Bogiem. Zobaczyłem, że w centrum wiary jest fakt śmierci Pana Jezusa na Krzyżu. Uzmysłowiłem sobie, że gdyby nie Jego śmierć na Krzyżu również za moje grzechy, nie mógłbym mieć z Nim dzisiaj relacji. Drugim bardzo ważnym elementem było ukazanie mi potrzeby podjęcia decyzji wiary, aby zaufać Jego nauce i prowadzeniu.
Pamiętam jak w domku campingowym w cichej osobistej modlitwie podziękowałem Jezusowi, że przyjął na Krzyżu karę za moje grzechy i zaprosiłem Go do swojego życia.
Od tej modlitwy widziałem i wciąż widzę jak On zmieniał mnie. Zauważyłem, że Jego nauka jest bardzo praktyczna i porusza wiele spraw związanych z codziennym życiem.
Jezus dał mi moc do uporządkowania sfery seksualnej.
Uzyskałem pewność wiary tak, że nie targają mną wcześniej odczuwane wątpliwości.
Pan Bóg pojawił się w mojej świadomości przede wszystkim jako kochający Ojciec.
Nie chcę powiedzieć, że teraz życie nie przysparza mi żadnych problemów. Wiem jednak, że zawsze obok siebie mam Pana Jezusa, który jest wiernym Przyjacielem udzielającym mocy do przemiany życia, miłości do kochania ludzi, mądrości do podejmowania właściwych decyzji.
Teraz tenis nie jest czymś, co wypełnia cały mój czas, ale jest narzędziem potrzebnym mi do tego, aby lepiej służyć Bogu.
Z perspektywy czasu widzę, że najważniejszą chwilą mojego życia była decyzja oddania się Jezusowi w tym domku campingowym w sierpniu 1983 roku. Tam On wziął mnie w opiekę jako swojego ucznia, zmienił mnie i ciągle otwiera nowe horyzonty obfitego i szczęśliwego życia.