Moja historia
Z wykształcenia i zawodu jestem ekonomistą. Zarabianie pieniędzy rozpocząłem już na początku szkoły podstawowej, kiedy z dość dużym zyskiem sprzedawałem kolegom upragnione w latach osiemdziesiątych wafle i cukierki. Jako dorastający chłopak zarabiałem kieszonkowe wykonując proste prace domowe dla sąsiadów i znajomych. Byłem przekonany, iż za określoną aktywność zawsze powinniśmy otrzymać coś wartościowego.
Podobne zasady stosowałem również w odniesieniu do Pana Boga. Często traktowałem Go jak partnera w interesach. Za swoją modlitwę, dobry uczynek oczekiwałem, że otrzymam od Boga coś w zamian. Niekiedy tak się działo, ale nie zawsze. Z tego powodu często byłem sfrustrowany.
Kiedy rozpocząłem studia nic nie wskazywało, że ich początek będzie dla mnie przełomowym momentem w życiu. Dlaczego?
W październikowy wieczór przyszedł do mnie student Romek, który interesująco mówił o Panu Jezusie. O tym, kim dla niego jest, dlaczego Jezus umarł? To, co mówił zaczęło mi układać się w sensowny ciąg. Nagle to, czego uczyłem się na religii, czego słuchałem w kościele zaczęło być dla mnie jasne i spójne.
Podczas rozmowy zacząłem sobie uświadamiać, że mówiąc o swoim poprzednim życiu niejako opowiada on mój życiorys. Później zaczął cytować Pismo Święte opowiadając, czego mogę oczekiwać po przyjęciu Pana Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela.
Wtedy uświadomiłem sobie, że nie mogę ubić z Panem Bogiem kolejnego interesu i zasłużyć sobie na życie wieczne. Że żadne moje uczynki nie mogą zgładzić moich grzechów. To ofiara Jezusa na krzyżu jest tą ofiarą doskonałą. W Liście św. Pawła do Efezjan jasno jest napisane, iż „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A nie pochodzi to od was, lecz jest darem Boga.”
Mocne wrażenie zrobił na mnie 20 werset z 3 rozdziału Apokalipsy Św. Jana „Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał a on ze Mną”.
Romek zapytał się mnie czy chciałbym przyjąć Pana Jezusa do swojego serca. Oddać mu kierowanie swoim życiem. Po chwili namysłu pomodliłem się o to, aby Pan Jezus mnie zmieniał.
Nie spodziewałem się jednak wtedy, że będzie to miało aż tak duże znaczenie dla mojego życia. Oczywiście z dnia na dzień nie przestałem grzeszyć. Zresztą również teraz grzeszę. Taka jest natura człowieka. Od razu też nie pozbyłem się złych nawyków. Niektóre teraz też chciałbym zmienić.
Ale dzień po dniu Pan Jezus zaczął zmieniać mnie. Widzę to z perspektywy lat.
Zacząłem czytać Pismo Święte, poznawałem prawdziwego i realnego Przyjaciela.
Również mówienie o Bogu, o tym, co dla nas ludzi niesamowitego zrobił sprawia mi dużą radość.
Choć od tego czasu pojawiają się różne kłopoty, jednak patrzę na nie z innej perspektywy. Wiem, że nie jestem sam, że mogę na kogoś liczyć. Stałem się spokojniejszy o swoją przyszłość. Od tego czasu patrzę na życie z perspektywy Boga. Wiem, że On ma dla mnie wspaniały plan.
W życiu dorosłym problemów nie ubywa, ale ich przybywa. Jednak z Bogiem i wspólnotą innych chrześcijan łatwiej jest być spójnym w tym pogmatwanym świecie.
Waldemar